Stres w pracy
Jak radzić sobie ze stresem w pracy, kiedy nie masz wpływu na to, co cię stresuje
Autor: Marcin Opieczyński · · Czas czytania: 9 min
Klient miał towar na montaż. Ustaliliśmy, że auto będzie o 11:00. Przewoźnik wiedział, że to dostawa na sztywną godzinę, bo ekipa czeka i tego samego dnia ma skończyć.
O 11:00 auta nie ma. Dzwonię, słyszę, że będzie o 12:00.
O 12:00 nie ma. Ma być o 13:00.
Włosi dzwonią do mnie i pytają, gdzie jest samochód. Przekazuję im to, co przed chwilą usłyszałem od przewoźnika. Czyli, jak się później okazało, powtarzam im kłamstwo.
O 14:00 przewoźnik mówi, że auto dojechało. Odbiorca go nie widzi. Proszę o zrzut z GPS. Słyszę, że nie ma GPS-a. Proszę więc o zwykłe zdjęcie ciężarówki pod halą. Nie przychodzi żadne zdjęcie.
Po drugiej stronie telefonu miałem właściciela firmy, nie kierowcę na etacie, który boi się przyznać szefowi do spóźnienia.
Auto dojechało koło 16:00. Ekipa montażowa, cztery czy pięć osób, przestała czekać i pojechała do domu. Otwarcie obiektu było wyznaczone na sztywno, więc montaż dokończyli w sobotę. Klient obciążył mnie do wysokości zlecenia, jakieś 1800 euro. Potem był sąd, kilka rozpraw i półtora roku. Pieniądze wróciły, ale najpierw musiałem zapłacić za jego zlecenie.
Przez te pięć godzin zrobiłem wszystko, co było do zrobienia. Dzwoniłem, dopytywałem, prosiłem o dowody, informowałem klienta. I nie miałem żadnego narzędzia, żeby cokolwiek zmienić.
Ten rodzaj stresu jest inny niż zwykłe przeciążenie pracą
W transporcie mówi się o stresie prawie zawsze w jednej wersji: że jest dużo zleceń, mało czasu i telefon się urywa. To prawda, ale ta część nikogo nie wykańcza.
Najgorsze jest to, że nie mamy wpływu na rzeczy, którymi się stresujemy. Ja mam podwykonawcę, podwykonawca ma kierowcę, a kierowca może utknąć w korku. To nie są sytuacje, w których coś spieprzyłem i możesz mieć do mnie pretensje. Można mieć wszystko zaplanowane porządnie, a wynik i tak bywa różny.
Nadmiar pracy da się rozpisać, oddelegować, przełożyć. Bezsilność nie poddaje się organizacji czasu. Możesz mieć idealnie ułożony kalendarz i dalej siedzieć z telefonem w ręku, czekając, aż ktoś inny powie ci prawdę.
I właśnie dlatego większość porad, które znajdziesz po wpisaniu w Google frazy o radzeniu sobie ze stresem w pracy, mija się z problemem.
Co internet radzi na stres w pracy
Sprawdziłem pierwszą stronę wyników. Stoją tam portal z ofertami pracy, apteka internetowa, dwie kliniki, sklep z suplementami i poradnik dla managerów.
Rady są wszędzie te same. Rób regularne przerwy. Stosuj technikę Pomodoro, dwadzieścia pięć minut pracy i pięć minut wolnego. Twórz listy zadań. Naucz się odmawiać. Zostaw pracę w pracy. Chodź na trzydziestominutowe spacery. Śpij siedem do ośmiu godzin. Weź urlop.
Przejrzałem je po kolei i na żadnej nie znalazłem odwołania do konkretnego badania, z nazwiskiem autora i numerem publikacji.
Sprawdziłem więc, co z tego wytrzymuje zderzenie z danymi. Wyszło ciekawiej, niż się spodziewałem, bo część tych rad działa, tylko na coś innego, niż obiecuje.
Przerwy poprawiają samopoczucie, nie wyniki
Metaanaliza dwudziestu dwóch badań na ponad dwóch tysiącach osób sprawdziła, co dają mikroprzerwy w pracy. Realnie podnoszą energię i obniżają zmęczenie, choć efekt jest niewielki. Na wydajność nie było istotnego wpływu (Albulescu i in., PLoS One 2022, PMID 36044424).
Autorzy dodali coś, co brzmi znajomo dla każdego, kto miał naprawdę ciężki dzień: żeby odbić się po zadaniu, które wyczerpało do zera, dziesięciominutowa przerwa nie wystarczy.
Z Pomodoro jest jeszcze zabawniej. Ta metoda trafiła do badań naukowych, tylko w zupełnie innym kontekście. Najnowszy przegląd literatury na jej temat sprawdzał, czy pomaga studentom zapamiętywać materiał z anatomii (Ogut, BMC Medical Education 2025, PMID 41107936). Szukałem badania, które testowałoby ją na ludziach pracujących pod presją i mierzyło poziom stresu, a nie wyniki nauki. Nie znalazłem takiego.
Pomodoro to technika nauki, którą ktoś przeniósł do biura. Na stres sprawdzono ją dokładnie zero razy.
Urlop działa krócej, niż myślisz
Tu dane są nieprzyjemne. Metaanaliza siedmiu badań pokazała, że urlop faktycznie poprawia samopoczucie, i to zauważalnie, zwłaszcza na wyczerpanie. Tyle że efekt znika w pierwszym tygodniu po powrocie do pracy (de Bloom i in., Journal of Occupational Health 2009, PMID 19096200).
Nowsza analiza trzynastu badań na tysiącu czterystu osobach dała ten sam wniosek. Średni urlop trwał jedenaście dni. Tydzień po powrocie różnica wobec stanu sprzed wyjazdu była w praktyce zerowa.
Jeśli wracasz z dwóch tygodni wolnego i po czterech dniach czujesz się tak samo, to nie jest kwestia tego, że źle odpoczywałeś. Urlop po prostu robi tyle, ile potrafi, czyli zawiesza problem na chwilę.
Sport jest zdrowy, ale nie leczy wypalenia
Tę część pisałem z pewnym oporem, bo sam trenuję i wolałbym, żeby wyszło inaczej.
Przegląd badań z randomizacją sprawdził, czy ćwiczenia zmniejszają objawy wypalenia. Efekt nie osiągnął istotności statystycznej, przedział ufności obejmował zero (Ochentel i in., Journal of Sports Science and Medicine 2018, PMID 30116121). To była mała analiza, cztery badania i niecałe dwieście pięćdziesiąt osób, więc nie zamyka tematu. Ale wcześniejszy entuzjazm brał się głównie z badań obserwacyjnych, w których mylono kolejność: ćwiczenia nie obniżały wypalenia, po prostu ludzie mniej wyczerpani mieli jeszcze siłę ćwiczyć.
Na obniżony nastrój, lęk i ogólny dystres aktywność fizyczna ma dobre dowody. Na wypalenie zawodowe znacznie słabsze. Warto te dwie rzeczy rozdzielać.
Sam się o tym przekonałem inaczej niż przez badania. Chodziłem na crossfit i uważałem to za odpoczynek. Ciężki trening po ciężkim dniu potrafi być kolejnym obciążeniem.
Długo myślałem, że to moja prywatna teoria. Okazuje się, że ktoś to policzył. W zeszłorocznej analizie porównano różne formy ruchu pod kątem obniżania kortyzolu u osób w dystresie psychicznym (Li i in., Sports 2025, PMID 41441399). Najlepiej wypadła joga, potem qigong, dalej treningi mieszane i aerobowe. Trening interwałowy o wysokiej intensywności był na końcu stawki i miał tendencję do podnoszenia poziomu kortyzolu zamiast go obniżać.
Ciekawsze jest zestawienie po samej intensywności. Wysiłek lekki i umiarkowany wypadły podobnie i wyraźnie lepiej niż wysiłek intensywny, który dał efekt ponad dwa razy słabszy.
Dodam do tego dwa zastrzeżenia, bo bez nich ta liczba byłaby nieuczciwa. To jedna analiza, w czasopiśmie o średniej renomie, więc nie zamyka sprawy. I wynik, w którym wygrywa joga, brzmi bardzo wygodnie w ustach człowieka uczącego uważności, więc traktuję go ostrożnie.
Praktyczny wniosek jest za to prosty. Bieganie i siłownia zostają, bo są zdrowe. Ale jeśli po ciężkim dniu szukasz czegoś, co realnie zdejmie napięcie, to spacer albo spokojny rozciąg zrobią więcej niż wyciskanie z siebie ostatnich sił.
Jedna rada się broni. I to jest ta, której nie wykonasz
Ze wszystkich powtarzanych porad najlepsze dowody ma zostawianie pracy w pracy. Metaanaliza osiemdziesięciu sześciu publikacji, ponad trzydzieści osiem tysięcy pracowników, pokazuje wyraźny związek między umiejętnością psychicznego odcięcia się po godzinach a niższym wyczerpaniem, lepszym snem i lepszym samopoczuciem (Wendsche i Lohmann-Haislah, Frontiers in Psychology 2017, PMID 28133454).
Uczciwie dodam drugą część tego wyniku, rzadko przytaczaną: ta sama analiza wykazała, że odcinanie się wiąże się z niższą kreatywnością i mniejszym zaangażowaniem w rzeczy wykraczające poza obowiązki. Coś za coś.
Ale najważniejsze jest inne badanie. Sprawdzano w nim, jak wyczerpanie i zdolność odcięcia się wpływają na siebie w czasie. Okazało się, że im bardziej człowiek jest wyczerpany, tym słabiej potrafi się odciąć, a presja czasu jeszcze to pogłębia (Sonnentag i in., Journal of Occupational Health Psychology 2014, PMID 24635737).
Czyli rada o wylogowaniu się po pracy trafia do ludzi, którzy akurat stracili zdolność, żeby to zrobić. Im bardziej tego potrzebujesz, tym trudniej ci to wychodzi. Znam to z tamtego poniedziałku. Wieczorem auto dawno stało pod halą, a ja dalej sprawdzałem telefon.
Co robić, kiedy nie masz wpływu
Skoro nie da się kontrolować przewoźnika, pogody ani celnika, zostaje jedno miejsce, w którym coś da się zmienić. Własna reakcja.
Brzmi to jak frazes, więc od razu konkret. Najlepiej przebadaną grupą zawodową pod tym kątem są pielęgniarki, bo tam wypalenie kosztuje najwięcej i najwcześniej zaczęto się nim zajmować. Metaanaliza dwudziestu czterech badań, w których najczęstszą formą pracy były grupowe zajęcia uważności, pokazała silny efekt na wyczerpanie emocjonalne i na depersonalizację, czyli obojętnienie wobec ludzi i własnej pracy (Lee i Cha, Scientific Reports 2023, PMID 37414811). To są dokładnie te dwie rzeczy, z których składa się wypalenie.
Zastrzeżenie należy się od razu: pielęgniarka na oddziale i spedytor przy telefonie to nie to samo stanowisko. Wspólny jest mechanizm, czyli odpowiedzialność za cudze sprawy przy ograniczonym wpływie na przebieg zdarzeń. Na lęk i obniżony nastrój efekt programów medytacyjnych jest realny, ale umiarkowany (Goyal i in., JAMA Internal Medicine 2014, PMID 24395196).
I teraz rzecz, o której zwykle się nie mówi, bo psuje sprzedaż. Ten efekt jest mały do umiarkowanego. Nie wypada lepiej niż inne aktywne metody, takie jak terapia czy ćwiczenia. Popularne obietnice o lepszej koncentracji też nie mają dobrego pokrycia, bo badania nad uwagą i pamięcią roboczą nie wykazały istotnej poprawy.
Przewoźnik po twojej medytacji dalej będzie ściemniał. Zmienia się tylko to, że przy trzecim telefonie tego dnia twój układ nerwowy wchodzi na niższe obroty niż przy pierwszym. W zawodzie, w którym wynik zależy od pięciu osób poza twoją kontrolą, to jest różnica między złym dniem a złym rokiem.
Jeśli jesteś dzisiaj na zwolnieniu
Jedna uczciwa uwaga na koniec.
Jeśli czytasz to na L4, nie wstajesz rano z łóżka i od tygodni nie sypiasz, to żaden kurs nie jest tym, czego teraz potrzebujesz. Potrzebujesz lekarza, a czasem psychoterapeuty. Objawy, które wyglądają jak wypalenie, bywają niedoczynnością tarczycy, anemią, bezdechem sennym albo depresją. Takie rzeczy diagnozuje lekarz, z badaniami w ręku.
Programy uważności mają przeciwwskazania i nie każdy powinien w nie wchodzić w ostrej fazie kryzysu. Dlatego przed każdą grupą rozmawiam z ludźmi indywidualnie i czasem odradzam start.
Taką granicę trzymam od początku i nie zamierzam jej przesuwać.
Najczęstsze pytania
Jak pozbyć się stresu w pracy?
Całkowicie się nie da i każdy, kto obiecuje inaczej, coś sprzedaje. W spedycji część zmiennych zawsze będzie poza twoją kontrolą, bo zależą od kierowcy, celnika, pogody i drugiego człowieka po drugiej stronie telefonu. Realny cel jest inny: obniżyć to, jak mocno twój organizm reaguje na każdy kolejny bodziec. Nad tym da się pracować i to jest mierzone w badaniach. Nad zachowaniem przewoźnika nie.
Jak wytrzymać psychicznie w pracy pod presją?
Krótkoterminowo pomaga wszystko, co przerywa reakcję stresową w momencie jej narastania: wyjście z biura na kilka minut, spowolniony oddech z długim wydechem, rozmowa z kimś, kto zna branżę. Długoterminowo liczy się jedno, czy potrafisz odciąć się od pracy po godzinach. To ma najlepsze dowody ze wszystkich popularnych rad. Problem w tym, że im bardziej jesteś wyczerpany, tym trudniej ci to przychodzi, więc czekanie, aż samo wróci, zwykle nie działa.
Jakie są trzy techniki radzenia sobie ze stresem, które faktycznie mają dowody?
Po pierwsze, spowolniony oddech z wydechem dłuższym niż wdech, bo aktywuje część układu nerwowego odpowiedzialną za wyhamowanie. Po drugie, regularny ruch o niskiej lub umiarkowanej intensywności, czyli spacer, rower, rozciąganie. Po trzecie, systematyczny trening uwagi w formie ośmiotygodniowego programu, który w badaniach w miejscu pracy najmocniej działa na wyczerpanie i cynizm wobec własnej pracy. Wszystkie trzy mają efekt umiarkowany. Żadna nie jest cudem.
Co pomaga na bardzo silny stres?
Jeśli mówimy o pojedynczym epizodzie, na przykład dniu takim jak ten z przewoźnikiem, najlepiej działa przerwanie kontaktu z bodźcem na kilka minut i spowolnienie oddechu. Jeśli silny stres trwa tygodniami, nie sypiasz i budzisz się z uczuciem ciężaru, to nie jest już kwestia techniki. Wtedy pierwszy krok prowadzi do lekarza, bo takie objawy potrafią mieć przyczynę medyczną, którą trzeba zbadać, a nie przemyśleć.
Czy stres w pracy daje objawy fizyczne?
Tak i w spedycji widuję to często. Napięcie szczęki, ból pleców, problemy żołądkowe, kołatanie serca, sen, po którym dalej jest się zmęczonym. Zdarza się, że ktoś trafia na izbę przyjęć z podejrzeniem zawału, a okazuje się, że to nerwoból. Rzecz w tym, że tych samych objawów nie wolno z góry przypisać stresowi, bo dają je również niedokrwistość, tarczyca czy bezdech senny. Kolejność jest zawsze ta sama: najpierw wyklucz przyczyny medyczne.
Ile trwa wypalenie zawodowe?
Znacznie dłużej, niż większość ludzi zakłada. Ludzie, którzy przez to przeszli, mówią o dwóch, trzech latach narastania. Wypalenie nawarstwia się tygodniami i miesiącami, aż któregoś dnia przestaje dać się zignorować. Dlatego dwutygodniowy urlop niczego nie domyka, co widać zresztą w badaniach nad efektem wakacji.
Czy medytacja pomaga na stres w pracy?
Pomaga umiarkowanie i części osób. Ośmiotygodniowe programy uważności mają najlepsze dowody w odniesieniu do wyczerpania emocjonalnego i obojętnienia wobec ludzi, czyli dwóch składowych wypalenia, przy czym najmocniej przebadano to na personelu medycznym. W badaniach wypadają podobnie do terapii i ćwiczeń. Popularne obietnice o lepszej pamięci i koncentracji mają słabe pokrycie w badaniach. Jeżeli ktoś ci obiecuje spektakularną przemianę w osiem tygodni, to właśnie ci coś sprzedaje.
Paraliżujący stres w pracy, co robić?
Jeśli stres jest tak silny, że nie jesteś w stanie wykonać zwykłych czynności, odebrać telefonu, wysłać maila, wejść do biura, to jest sygnał, żeby porozmawiać z lekarzem albo psychoterapeutą, a nie szukać techniki na własną rękę. Techniki oddechowe i kursy są dobre jako trening i jako profilaktyka. Nie są narzędziem na ostry kryzys i uczciwy nauczyciel powie ci to samo.
Kurs redukcji stresu, jeżeli chcesz iść dalej
Prowadzę ośmiotygodniowy kurs oparty na protokole MBSR. To ten sam program, który był badany w miejscu pracy i który opisałem wyżej razem z jego ograniczeniami.
Duchowości i ezoteryki jest w nim zero. Jest za to konkretna praca nad tym, jak reagujesz na rzeczy, na które nie masz wpływu, a w spedycji takich rzeczy jest większość.
Zapisy prowadzę przez krótki formularz zgłoszeniowy, a przed startem rozmawiam z każdym indywidualnie, żeby sprawdzić, czy to jest właściwy moment. Czasem odradzam i uważam to za część tej pracy.
Najbliższa grupa startuje 5 października (online)
Spowolniony oddech gasi pojedynczy pożar. Ośmiotygodniowy kurs MBSR pracuje nad tym, jak w ogóle reagujesz na rzeczy poza Twoją kontrolą. Poniedziałki o 18:00, maksymalnie 14 osób, przed startem rozmawiam z każdym indywidualnie.
Zapisz się na kurs